Ogród

niedziela, 4 maja 2014

Pomajówkowo

Zaczęło się obiecująco. Pierwszy wolny dzień był ciepły i słoneczny. Nie mogłam jeszcze wyjechać z miasta i rozpocząć sezonu na mojej wsi, ale wykorzystałam czas między innymi na długi spacer ze zwierzakiem. Inne zwierzaki też korzystały z ładnej pogody. Na przykład koty wyległy do swoich przydomowych ogródków. W kocim świecie jak w człowieczym: jedni jadą na działkę pracowniczą, a inni do SPA...

To ten pierwszy przypadek...


A to ten drugi 


O, takie miejsca są w mojej okolicy, w środku miasta...

Spacer wykończył mi psa

No a następnego dnia, z autkiem wyładowanym aż po dach (całą zimę zbierałam różne graty), ruszyłam na wieś. I trzy dni siedziałam w chałupie bo lało tak, że nawet pies nie chciał wychodzić. Zrobiłam szybki obchód dóbr, żeby ocenić straty. Tak, tak, straty, bo co roku rozpoczynam sezon od napraw i awarii. W tym roku są to: brak prądu (zerwane przewody i złamany maszt) i brak wody (pęknięty wężyk, zepsuty kran i coś nie tak z miernikiem wody, pod szkiełkiem którego ona jest. A nie powinno jej tam być). Ale twarda jestem, wytrzymałam w tych spartańskich warunkach. Prąd kabelkiem pobierałam od rodziny zza płota, wodę wiaderkiem sobie nosiłam. Korzyść z pogody taka, że poświęciłam czas na prace domowe. Posprzątałam po zimie. Najgorsze były pajęczyny. A już naj, najgorsze te, które pająki były uprzejme rozpiąć pomiędzy drzwiami wejściowymi, a framugą tychże. Najpierw musiałam wsadzić w to klucze, a potem otwierając drzwi... horror. Znacie ten trzask rozrywanych pajęczyn? Jakby ktoś darł rajstopy.... brrrrrrrrrrrr :(
Kolejnego dnia zaczęłam make up chałupy. Nawiozłam sobie dużo farby i całą ją wypaprałam. Pod pędzel poleciały dwa krzesła (przewidziana jeszcze zmiana tapicerki), ława (ręce mi prawie odpadły przy szlifowaniu), stolik okrągły, stołek, który chyba przerobię na inny stolik, i schody do których malowannia przymierzałam się od dwóch lat. Zdjęcia pokażę jak już wszystko będzie skończone. Na razie tylko kilka obrazków z zarośniętego, zmokniętego zewnętrza.

Spóźniłam się na kwitnięcie magnolii - zostały tylko pojedyncze pąki...

...i na rozwijające się paprocie w fazie "ślimaczków" - mojego ulubionego stadium. Już tylko końcówki liści są zwinięte

Skoro już o ślimaczkach mowa, tylko one z entuzjazmem zareagowały na deszcz. Opanowały trawnik, a ten chyba próbuje opanować i dom...


 Zarośnięte wszystko, jakieś takie zabałaganione...







Czy są tacy co dobrnęli do końca postu? Wobec tego dobrej nocy :)

1 komentarz:

  1. ciekawy blog;) Co powiesz na wspolna obserwacje?:)
    shootingdiamonds.blogspot.com
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń